Cukrzyca, padaczka, astma, ADHD. Miliony polskich uczniów codziennie chodzi do szkoły z chorobą przewlekłą. Przepisy oświatowe dają im określone prawa – ale między literą prawa a codzienną szkolną rzeczywistością wciąż jest spora odległość.
Co mówią przepisy?
Punkt wyjścia jest jasny: rodzic powinien przekazać dyrektorowi szkoły informacje o stanie zdrowia dziecka, jego diecie i potrzebach psychofizycznych. Dyrektor ma obowiązek zapewnić bezpieczne warunki przebywania w szkole i zorganizować odpowiednią pomoc. Nauczyciele, wychowawcy, psycholodzy, pedagodzy i terapeuci realizują wsparcie we współpracy z rodzicami.
Jeśli uczeń posiada orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej lub zaświadczenie lekarskie, nauczyciel jest zobowiązany do indywidualnego podejścia. Przepisy celowo nie precyzują, jak dokładnie ma to wyglądać – bo każdy przypadek jest inny.
Jak wyjaśnia Andrzej Kulmatycki, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Warszawie: przepisy prawa oświatowego nie określają szczegółowo sposobu dostosowania wymagań, bo uwarunkowane jest to w każdym przypadku indywidualnymi potrzebami ucznia.
Jak wygląda to w praktyce?
W najlepszym wariancie – całkiem dobrze. Aneta Maciejczyk, nauczycielka języka polskiego w warszawskim liceum, każdy rok szkolny zaczyna od „badania potrzeb” – kilku lekcji poświęconych wzajemnemu poznaniu, podczas których uczniowie mogą powiedzieć o swoich doświadczeniach, wyzwaniach i trudnościach. Wątek zdrowotny pojawia się naturalnie, bez nacisku.
W jej szkole uczeń z cukrzycą typu 1 może mieć przy sobie jedzenie i picie, korzystać z telefonu z aplikacją monitorującą glikemię. Szkoła wie, jak postępować przy ataku padaczki czy gwałtownym spadku cukru. Dwa razy w semestrze Klasowy Zespół Nauczycieli wymienia informacje o uczniach wymagających szczególnej uwagi.
To jednak nie jest standard. Ta sama rzeczywistość ma też zupełnie inną twarz. Matka licealistki z cukrzycą opowiada o nauczycielu, który wyrwał jej córkę do odpowiedzi zaraz po gwałtownym spadku glikemii, komentując, że „skoro ma otwarte oczy i nie leży na ławce, to może odpowiadać”. Inna mama opisuje, jak nauczycielka chciała dać dziecku cukierka przy wysokim cukrze – choć cukier podaje się przy niskim, nie wysokim poziomie glikemii.
Niezrozumienie mechanizmów choroby przez nauczycieli to wciąż powszechny problem. I to nie kwestia złej woli, lecz braku wiedzy i szkoleń.
Egzaminy zewnętrzne – wyrównanie szans czy furtka do nadużyć?
Jednym z bardziej kontrowersyjnych tematów jest wydłużenie czasu na egzaminach zewnętrznych dla uczniów z problemami zdrowotnymi. Przepisy przewidują taką możliwość – podobnie jak pisanie egzaminu w oddzielnej sali, używanie pompy insulinowej czy dodatkowe przerwy na przyjęcie leku.
Problem w tym, że rozwiązanie stworzone z myślą o uczniach z poważnymi schorzeniami zaczęło być stosowane nadmiernie szeroko. Dyrektor jednego z warszawskich liceów przyznaje wprost: miało to wyrównać szanse edukacyjne, a okazywało się, że cały rocznik ma wydłużony czas. Stało się furtką, zamiast być wyjątkiem.
Centralna Komisja Egzaminacyjna zareagowała zmianami w procedurach. W 2026 roku uproszczono i uszczelniono zasady przyznawania dostosowań. Wnioski o niestandardowe warunki egzaminu w szczególnie uzasadnionych przypadkach składane są przez dyrektora szkoły do okręgowej komisji egzaminacyjnej. Kluczowa zasada: dostosowania na egzaminie powinny odpowiadać tym, z których uczeń korzystał na co dzień w szkole.
Dyrektor CKE dr hab. Robert Zakrzewski podkreśla, że osoby z chorobami przewlekłymi nadal mogą ubiegać się o dostosowania – zmiana dotyczy procedury, nie samego prawa do wsparcia.
Co naprawdę pomaga?
Z relacji rodziców i nauczycieli wyłania się jeden wspólny wniosek: kluczowa jest rozmowa i wypracowanie konkretnych procedur na początku roku szkolnego. Co zrobić, gdy uczeń źle się poczuje? Kto go zastępuje? Gdzie są leki? Jakie są sygnały alarmowe?
Matka ósmoklasisty z ADHD opisuje, jak zindywidualizowana ścieżka nauczania w publicznej podstawówce – kilka dodatkowych lekcji w tygodniu, większe zrozumienie ze strony nauczycieli – zmieniła sytuację jej syna. Logistycznie nie było łatwo. Ale się udało.
Szkoła, która potrafi to zorganizować, robi coś ważniejszego niż spełnienie formalnych wymogów. Daje uczniowi z chorobą przewlekłą poczucie, że jego potrzeby są widziane – i że ma szansę uczyć się tak samo jak wszyscy.