Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad projektem ustawy, który ma gruntownie zmienić zasady funkcjonowania Warsztatów Terapii Zajęciowej. Cel jest szlachetny – więcej osób z niepełnosprawnościami ma trafiać na rynek pracy. Ale droga do tego celu budzi poważne pytania. Środowisko WTZ jest podzielone, a opiekunowie zaniepokojeni.

Co to są WTZ i dlaczego w ogóle je reformować?
Warsztaty Terapii Zajęciowej to miejsca, w których osoby z niepełnosprawnościami rozwijają umiejętności społeczne i zawodowe, uczą się codziennego funkcjonowania i – w założeniu – przygotowują do podjęcia pracy. W Polsce działa ich kilkaset, a uczestniczy w nich kilkanaście tysięcy osób.
Problem, który diagnozuje rząd, jest realny: wielu uczestników przebywa w warsztatach latami bez wyraźnego postępu w kierunku zatrudnienia. Według danych PFRON w wielu województwach ponad połowa uczestników jest w WTZ dłużej niż osiem lat. System bywa skostniały, procedury nadmiernie biurokratyczne, a rehabilitacja zawodowa – zbyt często na papierze.
Projekt ustawy o numerze UD348 ma to zmienić. Prace nad nim nadzorował wiceminister Łukasz Krasoń, Pełnomocnik Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych. Przyjęcie przez Radę Ministrów planowane jest na pierwszy kwartał 2026 roku.
Tam, gdzie wszyscy się zgadzają
Część proponowanych zmian spotyka się z szerokim uznaniem praktyków. Projekt zakłada uproszczenie procedur przyjęć i rezygnację z wymogu posiadania w orzeczeniu wskazania do terapii zajęciowej – warunku, który skutecznie odstraszał wielu potencjalnych uczestników. Odejście od obowiązkowych ocen półrocznych na rzecz bardziej elastycznego systemu oceny postępów również jest przyjmowane pozytywnie.
Tatiana Kossakowska, kierownik WTZ Stowarzyszenia Otwarte Drzwi, nie kryje zadowolenia z tej zmiany. Zniesienie obowiązku wskazania do terapii zajęciowej w orzeczeniu to w jej ocenie bardzo dobry pomysł – wiele osób rezygnowało z ubiegania się o miejsce w warsztacie właśnie dlatego, że nie miały odpowiedniego zapisu w dokumentach.
Sześć lat i do widzenia – kontrowersyjny limit
Największe emocje budzi propozycja wprowadzenia maksymalnego czasu pobytu w WTZ. Projekt zakłada, że trzecia kompleksowa ocena realizacji indywidualnego programu rehabilitacji kończy uczestnictwo. W praktyce oznacza to limit wynoszący około sześciu i pół roku.
Opinie praktyków są tu diametralnie różne.
Tatiana Kossakowska popiera ten kierunek. Z jej doświadczenia wynika, że pobyt w WTZ dłużej niż cztery, pięć lat najczęściej nie przynosi już istotnych efektów rehabilitacyjnych. Jej warsztat od lat prowadzi rozmowy z uczestnikami i rodzinami na temat zmiany ośrodka z wyprzedzeniem – tak, żeby nikt nie był zaskoczony i żeby mieć czas na znalezienie alternatywy.
Zupełnie inaczej sprawę widzi Andrzej Grzeszczyk, Członek Prezydium Ogólnopolskiego Forum Warsztatów Terapii Zajęciowej. Jego zdaniem projekt nie uwzględnia zróżnicowanych potrzeb osób z niepełnosprawnością intelektualną czy zaburzeniami psychicznymi, dla których WTZ bywa jedyną stabilną formą wsparcia – i nie miejscem przygotowania do rynku pracy, lecz środowiskiem umożliwiającym codzienne funkcjonowanie lub spowalniającym regres. Sześć lat jako uniwersalny okres rehabilitacji Grzeszczyk określa wprost jako rozwiązanie abstrakcyjne i niemożliwe do zastosowania.
Opiekunów niepokoi perspektywa, że ich bliscy stracą jedyne miejsce, gdzie mogą spędzać czas w grupie, rozwijać umiejętności i mieć kontakt ze światem poza domem. Dla wielu z nich brak WTZ oznacza powrót do czterech ścian.
Miękkie lądowanie, które może twardym zostać
Projekt przewiduje tzw. miękkie lądowanie: uczestnik, który podejmie próbę pracy i jej nie podoła, ma mieć prawo powrotu do warsztatu. W teorii brzmi dobrze. W praktyce rodzi poważne dylematy.
Kossakowska zwróciła uwagę na kwestię finansową – obniżone dofinansowanie na „puste miejsce” po absolwencie, który poszedł do pracy, zniechęca warsztaty do zachowywania go dla niego. Grzeszczyk podnosi natomiast wymiar etyczny: jeśli na miejsce osoby próbującej sił w zatrudnieniu przyjdzie ktoś nowy, a po kilku miesiącach będzie musiał to miejsce oddać – to nie jest podmiotowe traktowanie człowieka. To gra w krzesła kosztem osób z niepełnosprawnościami.
Środowisko WTZ wypracowało własne rozwiązanie: możliwość czteromiesięcznej próby pracy z zachowaniem miejsca w warsztacie. Daje poczucie bezpieczeństwa bez etycznie wątpliwych konsekwencji.
Jeden punkt bez kontrowersji: praktyki zawodowe
Niezależnie od sporów o limity czasowe, obie strony dyskusji zgadzają się w jednej kwestii: nacisk na praktyki zawodowe i staże to dobry kierunek. Wzmocnienie rehabilitacji zawodowej przez rzeczywisty kontakt z rynkiem pracy może realnie pomóc tym uczestnikom, dla których zatrudnienie jest osiągalnym celem.
Kluczowe pytanie wciąż bez odpowiedzi
Prace nad ustawą trwają, a ostateczny kształt przepisów poznamy prawdopodobnie w pierwszej połowie 2026 roku. Środowisko WTZ ma jedno kluczowe oczekiwanie: żeby ustawodawca odróżnił tych uczestników, dla których praca jest realnym celem, od tych, dla których warsztat jest po prostu niezbędnym wsparciem w codziennym życiu. Jeden sztywny limit dla obu grup to – zdaniem krytyków – reforma, która może pomóc jednym, odbierając bezpieczeństwo drugim.